Dwór Lwowski

O poczuciu humoru

Rozbawił, mimo tego, że sam noszę aparat słuchowy. Dziwne? Nie, bo i dlaczego niby? Bo niepoprawny politycznie? Bo nie wolno się śmiać z cudzej ułomności? Teoretycznie. Osobiście uważam, że jeśli śmiejemy się z czegoś musimy być równocześnie pogodzeni z myślą, iż sami staniemy się obiektem żartów, czy to z powodu koloru włosów, wzrostu, wagi czy też przekonań religijnych itp. Dobry żart nie kpi bowiem z osoby, ale z zaistniałej sytuacji i możliwości ewentualnego (zabawnego) zachowania tudzież jej zakończenia. To tak ja ze skórką od banana i osobą, która się na niej poślizgnie. Normalnie to jeden z najstarszych gagów komediowych, ale… Co z osobą, która się poślizgnęła? Co z jej uczuciami? Może upadek ją zabolał? Nie ważne, bo gag się udał. Cała sala pęka ze śmiechu.

To samo tyczy się kawałów o Żydach, Murzynach, Azjatach, Niepełnosprawnych (niewidomych, garbatych itd.), Łysych, Rudych (ci to dopiero dostają po d.) itp. itd. Niepoprawne politycznie? Nie przystoi się z nich śmiać? Ale to jest kurwa śmieszne! Tak samo jak dowcip o aparatach słuchowych. Nie palę Żydów, nie wykorzystuję Czarnoskórych do zbierania pomidorów i nie mam nic do Azjatów (chociaż ich akurat wykorzystuję jak nie mam pomysłu na obiad), a co do niepełnosprawności – sam mam orzeczenie. Ludzie, trochę dystansu do siebie.

Bo z dobrym żartem nie ma żartów. Tak jak z poczucia humoru. Naukowcy odkryli, że za poczucie humoru odpowiedzialny jest fragment mózgu zwany płatem czołowym. Fragment ten pracuje najmocniej podczas oglądania śmiesznych rzeczy, słuchania zabawnych dowcipów itp. U osób z depresją pracuje on mniej… prawie w ogóle. Humor odgrywa też bardzo dużą rolę w komunikacji międzyludzkiej. Ośrodek odpowiedzialny za śmiech umiejscowiony jest w korze mózgowej, a więc w obszarze decydującym o naszym człowieczeństwie. Wiele badań wskazuje na to, że śmiech stanowi element integrujący społeczeństwo. Okazuje się, że w samotności śmiejemy się nawet 30 razy rzadziej niż w przypadku, gdy jesteśmy częścią jakiejś grupy. To nawet tłumaczy, dlaczego większość ludzi, którzy lubią przebywać sami, uważanych jest za nudziarzy lub chorych depresyjnie.

Ciekawe prawda? No, przynajmniej mnie ciekawi. Ale wracając do tematu. Skoro humor jest elementem komunikacji społecznej tzn., że niektóre dowcipy jedne grupy śmieszą bardziej, a inne mniej. Nie oznacza to wcale, że nie są śmieszne. Kwestia podejścia oraz uwarunkowań społeczno-poglądowych. Bo dajmy na to takie dowcipy o pedofilii mnie nie śmieszą, ale już tematyka ksiądz-ministrant owszem. Działamy wybiórczo, dlatego też nie powinniśmy negować, tylko starać się zrozumieć humor innych. Owszem, są też pewne granice, jeżeli ktoś kogoś obraża, ingeruje znacząco swoim humorem w czyjeś życie (takim aspołecznym – pobijmy rudego, bo jest rudy i będzie śmiesznie się komponować czerwona krew na rudej głowie – sorry rudzi), robi przykre żarty/dowcipy, to należy to negować. Jednakże dowcip ustny, to forma dla mnie akceptowalna, jeżeli nie ma na celu niczyjej krzywdy, a wyłącznie poprawę humoru w określonych grupach, które akceptują tę formę żartu. Trochę to zawiłe, ale myślę, że zrozumiałe. Chyba. Na pewno.

Co byś jej powiedziała?

Co byś powiedziała naszej córce, gdyby mnie nie poznała? Gdyby niedane mi było oglądać jej pierwszych kroków. Nie usłyszeć pierwszego słowa… Czy powiedziałabyś jej jak bardzo ją kocham? Że chciałbym ją nauczyć jeździć na rowerze, i pić z nią wyimaginowaną herbatkę, gdyby tylko tego sobie zażyczyła? Powiedziałabyś, że jej tata był postrzelony i zawsze uśmiechnięty? Że kochał ją już, kiedy była w brzuszku? I chciał jej puszczać latawiec, tak wysoko, żeby w jej oczkach pojawiło się zdumienie? I to, że chciał być najlepszym tatą na świecie?

Czy zabrałabyś ją nad wodę mówiąc, że tatuś chciał ją nauczyć puszczać żabki? A kiedy zrobiłaby coś wspaniałego, powiedziałabyś, że byłbym z niej dumny? Czy wieczorem, czytając jej bajkę przed snem mówiłabyś, że marzyłem o tym by móc to robić samemu? Co byś o mnie powiedziała? Może to, że chciałem się wami opiekować? Albo pokazać jej góry i morze? Że chciałem z nią chodzić po drzewach i pić latem w ich cieniu lemoniadę? A może mówiłabyś jej, że byłem zabawny i pragnąłem ją rozśmieszać do łez? Powiedziałabyś, że chciałem, aby wyrosła na dobrą osobę przekonaną o swojej wartości, która będzie zawsze mogła na mnie liczyć? Albo to, że bym był zazdrosny o każdego chłopca, którego przyprowadzi do domu? Czy powiedziałabyś, że chodziłbym z nią na spacery i odpowiadał na każde z tysięcy pytań, które by zadała? Czy powiedziałabyś, że byłaby moim oczkiem w głowie? Że oszalałbym na jej punkcie? Że chciałem nauczyć ją pływać, a może nawet nauczyć grać w piłkę? Że wspierałbym jej wybory i zawsze służył radą?

„Zbyt mało wiem, by być niekompetentnym.” Woody Allen

Dowodząc uniwersalnych prawd dochodzę do wniosku, że wszystkie są banalne. Pytanie tylko, czy banał jest zły? Bo czy mówienie o ponadczasowej implikacji takowych banałów nie tworzy całokształtu odpowiedzi na wszelkie egzystencjalne rozterki? Codziennie rano patrząc w lustro powtarzam sobie, że świat jest piękny, a ja ze swoim jestestwem jestem w stanie stawić mu czoła. Banalne? Być może, ale działa, bo codziennie mam uśmiech na twarzy. Mówienie o tym, że wystarczy kochać, by tworzyć wspaniały związek to nie banał. To banialuki, mrzonki. Banalne jest natomiast stwierdzenie, że bycie w związku to codzienna praca. Staranie się. To banalny fakt, ale wiem też, że skuteczny.

„Co z tego, że mamy XXI wiek i coraz lepsze technicznie cywilizacje, kiedy nie potrafimy dotrzeć do drugiego człowieka, a rozwój emocjonalny i duchowy większości ludzi pozostaje w epoce kamienia łupanego.” Woody Allen Unoszę się na fali oceanu swoich spostrzeżeń. Jakież to płytkie. Jednocześnie abstrahując od mojej próżności, jakże trafne określenie mojego podejścia do świata. Nie zbawiać, a leczyć dusze rzekłbym. Odpowiem na to waszym pokrzepieniem. Serce rośnie widząc na twarzy uśmiech. I tak niewiele trzeba uczynić, żeby się odprężyć i stawić czoła problemom. „A co, jeżeli rzeczywistość tak naprawdę jest iluzją i nic nie istnieje? - Cóż, w takim razie zdecydowanie przepłaciłem mój nowy dywan.” Woody Allen

„Mózg jest najbardziej przecenianym z ludzkich organów.” Woody Allen I wyobraź sobie, idąc po ulicy, że twoje ciało to awatar. Wyobraź sobie co widzą inni ludzie, którzy cię mijają. Patrz ich oczami. Idź ich krokami. Jeśli ci się uda, poczujesz się dziwnie. Nierealnie, fantastycznie. Na końcu odkryjesz, że nie jesteś sam, czy też sama na świecie. Odklej się od swojego ciała i daj się ponieść wyobraźni. Dryfując poprzez czas odkryjesz banalne prawdy. „Dwie kobiety spędzają wczasy w pensjonacie. Jed­na mówi: „ja­kie tu mają niedob­re jedze­nie”, a dru­ga do­daje: „no i w do­dat­ku ta­kie małe por­cje.” To sa­mo myślę o życiu. Jest pełne bólu, cierpienia i nieszczęść, a na dodatek tak szybko przemija.” Woody Allen

„Uwielbiam” tyle „fajnych” rzeczy…

Uwielbiam Narodowców, za to jacy są głupi. Idą na zadymę krzycząc Bóg, Honor, Ojczyzna! Won z Żydami! Zapominając przy tym, że Jezus (osoba Boga na ziemi) był Żydem. No dobra, ochrzcił się, ale to znaczy że był… Farbowanym lisem. A tych przecież też nienawidzą Narodowcy prawda? No bo jak to tak? Najpierw Francuz lub Niemiec, a teraz Polak? No tak to tak. A jak inaczej? Najpierw Żyd, a potem katolik? Wtf? Uwielbiam Islamistów za ich podejście do mniejszości narodowych. Wszędzie gdzie są imigrantami walczą o równe traktowanie. Poszanowanie religii. Wolność kulturową. A u siebie? Zabijają Chrześcijan, Żydów i wszystkich „innowierców”. Ukamieniują kobietę, która odważyła się opowiedzieć o tym, że była wielokrotnie gwałcona przez kilku mężczyzn. Allāhu Akbar!

Uwielbiam Putina. To jest dopiero koleś. Mówi o pokoju, a wysyła wojsko na Ukrainę. Mówi o zawieszeniu broni, a wysyła broń separatystom. Żołnierze strzelają nie patrząc czy to Ukrainiec czy Rosjanin, a Putin mówi, że bronią mniejszości rosyjskiej na Krymie. A najlepsze, że skończy tą farsę nie wtedy, kiedy mniejszość rosyjska będzie „bezpieczna”, tylko wtedy kiedy zagarnie ukraińską ziemię. Wywalczmy pokój karabinem, może nikt nie zginie.

Uwielbiam przeciwników legalizacji marihuany. Za to jakie podają powody, że ganja jest zła. Mówią, że jak zapalisz marihuanę, to się uzależnisz i sięgniesz po mocniejsze narkotyki, które w efekcie zrobią z ciebie chodzące, bezrozumne zombi. To tak jakby powiedzieć, że wypicie piwa zrobi z ciebie alkoholika i degenerata, a masturbacja uczyni cię gwałcicielem. Eeee What’s Up, Doc?

Był sobie chłopiec

Chłopiec siedział na ławce i patrzył jak inne dzieci biegają wesoło z uśmiechami jakby przyklejonymi do twarzy. On nie słyszy, o czym mówiły dzieci, tylko czasem dociera do niego jakiś pojedynczy dźwięk. Patrzy i zastanawia się, o czym mówią. Uczy się ich reakcji na poszczególne zdarzenia i czasem, sam nie wie, dlaczego, uśmiecha się razem z nimi. Nie wie, że dzieci go wołają, ale reaguje na zapraszający gest jednej z dziewczynek. Ona mówi do niego, ale on słyszy tylko poszczególne słowa, które akurat zostały głośniej wypowiedziane. Chcą zagrać w dwa ognie i chyba brakuje im jednego gracza. Chłopiec cieszy się i z radością kiwa głową mówiąc „Jasne, bardzo lubię tą zabawę”. To była prawda. W tej grze są potrzebne refleks i wzrok, a nie słuch. A chłopiec, który tak słabo słyszał, potrafił patrzeć. Do tego był szybki. I tak podczas tych zabaw słyszał tylko kakofonię dźwięków. Nie rozróżniał ich za bardzo. Tak naprawdę to oszukiwał wszystkich śmiejąc się, kiedy inni się śmiali i zachowywał powagę, gdy inni wydawali się poważni. Mimo to lubił się bawić. Najmniej lubił zabawę w chowanego. Bo kiedy chciał zobaczyć czy ktoś go znalazł musiał się wychylić, żeby to sprawdzić i przeważnie jego kryjówka zostawała odkryta. A widział, że inne dzieci były wywoływane ze swoich kryjówek. Nikt nie musiał do nich podchodzić. Ale i tak lubił się bawić.

Dźwięki omijały go. Czasem coś wpadło mu do ucha, by zaraz odlecieć. W tej ciszy był sam. To był jego własny, cichy świat. Najbardziej nie lubił, kiedy ktoś musiał mu pokazywać na okno, gdzie jego mama wołała go na obiad. Wołała go gestem, jakby jadła niewidzialną łyżką z niewidzialnego talerza. Chłopiec doskonale wiedział, o co chodzi i nigdy nie patrzył na reakcję dzieci. Bał się, że będą się śmiały. Kiedyś, po grze w piłkę ktoś coś do niego powiedział, a kiedy chłopiec nie słysząc trzeci raz zapytał, o co chodzi, usłyszał że chyba jest głuchy, odpowiedział że owszem, jest prawie głuchy. Od tamtej pory pojawiły się kompleksy. Jego poczucie pewności zostało na zawsze zachwiane. Chłopiec wiedział, że nigdy nie będzie dobrze słyszał, a mimo to starał się robić dobrą minę do złej gry, kiedy czegoś niedosłyszał, starał się to obrócić w żart.

Każdego dnia chłopiec oddalał się, co raz bardziej od reszty dzieci. Które powoli zaczęły dorastać. Chłopiec pokochał czytanie książek gdzie wraz z bohaterami przeżywał swoje przygody. Owszem miał przyjaciół, ale tylko książki dawały mu poczucie spełnienia. Dorastał w poczuciu samotności i niezrozumienia. Czas przyniósł mu poprawę słuchu, dostał aparat słuchowy, zaczął się częściej śmiać, ale nadal był samotny. Przez to, że tyle czasu nie słyszał, ominęło go wiele rzeczy, które dla innych były oczywiste. Uczył się wszystkiego na nowo, jednak na wiele było już za późno.

Pewnego dnia, obudził się rano i powiedział sobie Dość! Musisz coś zrobić ze swoimi kompleksami, bo życie mija bezpowrotnie. I chłopiec zaczął żyć. Poznał też piękną istotę, która zdjęła jego aparat słuchowy i palcem na jego piersi narysowała mu serce. To serce wryło się głęboko w jego duszę, bo wreszcie porozumiał się z kimś bez słów. Nie zawsze to, co wydaje nam się wadą, w rzeczywistości nią jest. Nigdy nie należy się poddawać. Bo życie mija bezpowrotnie, a łzy nie pomagają nam żyć. Każdy z nas jest wyjątkowy, wystarczy tylko w to uwierzyć. Wystarczy tego mocno chcieć. Chłopiec uwierzył i mimo, że nadal nie wszystko słyszy, to czuje i żyje jakby świat miał się skończyć następnego dnia.